wtorek, 10 grudnia 2019

Statystyka

Odsłon : 1267717

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 39 gości 
O. Andrzej Werner - wspomnienie Drukuj Email
Wpisany przez ks. Zbigniew Zabiszak   
niedziela, 25 lutego 2007 09:15
Nowa strona 3

 

„ Ja jestem Zmartwychwstanie i Zycie.
Kto we mnie Wierzy, nie umrze na wieki „ (J,12)


W sobotę 18 lutego 2007 roku w Kanadzie w katedrze w Thunder-Bay odbyła się Msza św. pogrzebowa w intencji O. Andrzeja Wernera – franciszkanina, który w swojej młodości związany był z naszą parafią. Dlatego też i w naszej świątyni zgromadziła się rodzina O. Andrzeja i jego bliscy, by w godzinie pogrzebu modlić się w jego intencji.
Poniżej zamieszczamy kilka słów wspomnień o Ojcu Andrzeju, spisanych przez jego najbliższych.



KILKA SŁÓW O ŻYCIU O. ANDRZEJA WERNERA


O. Andrzej urodził się 31 stycznia 1937 roku w Brzezinie koło Lwowa. Mając 6 lat musiał opuścić rodzinne strony jak wielu Polaków w tamtych czasach. Z rodzicami i pięciorgiem rodzeństwa wyjechał do miejscowości Kosina, powiat Rzeszów. Tam przebywał 2 lata. W 1945 roku przybył na Pomorze i zamieszkał w Trzemiętowie koło Bydgoszczy. Tam też ukończył szkołę podstawową. Następnie uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego w Bydgoszczy. Jako ministrant służył do Mszy św. w kościele św. Andrzeja Boboli w Sicienku przez kilka lat. Tam też zrodziło się powołanie i stamtąd w 1954 roku wstąpił do Zakonu Franciszkanów w Niepokalanowie. Przez rok przebywał w klasztorze założonym przez św. Maksymiliana Kolbe. Studia filozoficzne i teologiczne odbywa w Łodzi, Łagiewnikach i Krakowie. Pierwszych święceń udziela mu biskup Karol Wojtyła. W 1963 roku przyjmuje święcenia kapłańskie w Krakowie. Na jego prymicyjnym obrazku umieścił słowa: „ Jezu – mnie umiłowanie krzyża, rodzicom, rodzeństwu, osobom drogim – zdroje łask, Kościołowi i Zakonowi – triumf wiary, Ojczyźnie kochanej, światu – pokój.”

Jako młody kapłan zaczyna pracę na ziemiach odzyskanych, na Pomorzu w Sławnie i Elblągu. W 1971 roku opuszcza Ojczyznę i udaje się na misję do Afryki – do Zambii, gdzie pracuje 16 lat. Choć ukochał ten kraj i ludzi, nękany chorobami, jak: malaria i wiele innych, opuszcza ten kraj i w 1986 roku osiedla się w Kanadzie. Dwa lata pracuje w Montrealu a potem w Thunder-Bay w parafii św. Kazimierza, a następnie w parafii Matki Bożej Królowej Polski – tam zostaje proboszczem. Jego praca nie polega tylko na obowiązkach kapłana, ale też pracuje fizycznie. Razem ze swoimi parafianami przeprowadza remonty, naprawy w kościele, a zwłaszcza w budynku parafialnym, który prawie całkowicie został przerobiony i udoskonalony. W 2003 roku obchodzi 40. lecie kapłaństwa. Jak widać jego życie naznaczone tak wielkim krzyżem cierpienia dźwigał jak jego patron św. Andrzej Bobola, zgadzając się z wolą Bożą. W 2004 roku kilkakrotnie przebywa w szpitalu. Ciężka i nieubłagalna choroba nie pozwala mu dłużej służyć Bogu i ludziom, zmuszony odchodzi na tzw. emeryturę. Zamieszkuje znowu w parafii św. Kazimierza. Jednak nie dane mu było odpocząć po tych ciężkich latach pracy i poświęcenia. O. Andrzej nigdy nie myślał o sobie, zawsze miał na uwadze człowieka potrzebującego wsparcia, umiał pocieszyć, zrozumieć, doradzić, wymagał od innych, ale najwięcej od siebie. Choroba postępowała coraz bardziej. Leżąc w szpitalu z pewnością modlił się za swoich parafian, bo tak ich ukochał, że chciał być z nimi do końca swoich dni. Były takie sytuacje, gdzie w rozmowie pytano go, czy wróci do Polski, do rodziny i swojej ojczyzny. Odpowiadał: „moja rodzina jest tu, gdzie ja jestem.” Z rodziny najbliższej ma jeszcze dwie siostry: Marię i Jadwigę, które odwiedziły go w 2004 roku w czasie choroby i te wspomnienia z tych dni każdy ze sobą zabierze, to było ich ostatnie spotkanie. Może na koniec trzeba by powiedzieć tak: żegnamy Cię Ojcze Andrzeju, dziękując za ogrom dobra, którego doznaliśmy, za ciepłe słowa w trudnych chwilach, za to, że zawsze można było na Ciebie liczyć, za Słowo Boże, które do nas kierowałeś, za wszystko, co nas nauczyłeś – nigdy tego nie zapomnimy. Najbardziej jednak będzie nam brak Ciebie Ojcze Andrzeju.


wspomnienia rodzinne



Kochany Bracie !

Każdy z nas przeżywa różne chwile w życiu, a przykre jest najbardziej to, jak nie można nic pomóc i zmienić przeznaczenia.
Tak bardzo przykre było to, że w tych trudnych i pełnych cierpienia dni nie mogliśmy być przy Tobie, ale łączyliśmy się duchowo i sercem byliśmy z Tobą.
Najtrudniejsze jest to, jak odchodzi od nas ktoś bliski.
Kochany braciszku, już nie ma Cię wśród nas, ale zapewniamy Cię, że pozostaniesz na zawsze w naszej pamięci i w naszych sercach.
Będzie nam Ciebie brakowało, a zwłaszcza tego, że Twoje słowa w każdej sytuacji dodawały otuchy, nadziei a przed wszystkim spokoju serca. Do kogo się teraz zwrócimy ?
Wierzymy jednak, że tam w domu Ojca będziesz czuwał nad nami. Z sześciorga rodzeństwa zostały nas dwie. Nie wiemy, kiedy przyjdzie odejść, ale pozostaje nadzieja, że wyjdziesz na spotkanie.
Dzielą nas tysiące kilometrów, ale łączymy się modlitwą we Mszy św. pogrzebowej tu w Polsce, aby wspólnie być z tymi, którzy Ciebie żegnają. Żegnamy Cię, kochany braciszku, dziękując za całe dobro, niech ta kanadyjska ziemia będzie Ci lekką. Niech Bóg ma Cię w swojej opiece !


siostry Maria i Jadwiga i cała rodzina