niedziela, 22 września 2019

Statystyka

Odsłon : 1232983

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 13 gości 
Dar Ojca Andrzeja Wernera Drukuj Email
Wpisany przez ks. Zbigniew Zabiszak   
poniedziałek, 20 listopada 2006 01:00

Nowy ornat dla parafii w Sicienku -
                          - dar Ojca Andrzeja Wernera
 


       Dnia 24 września 2006 r. w kościele p.w. św. Andrzeja Boboli w Sicienku podczas uroczystej Mszy św. nastąpiło poświęcenie ornatu ofiarowanego dla naszego kościoła przez Ojca Andrzeja Wernera.  Obecnie O. Andrzej przebywa w Kanadzie a w latach młodzieńczych był związany ze świątynią sicieńską, pełniąc w niej posługę ministrancką.  Pełnił ją bardzo ofiarnie przyjeżdżając rowerem z odległego o kilka kilometrów Trzemiętowa, gdzie mieszkał.

Image

Ornat mieniący się koloru złota z wizerunkiem patrona kościoła św. Andrzeja Boboli zbliżył duchowo naszych parafian do Ojca Andrzeja, bo jest wyrazem tego, że kościół sicieński jest przez całe dziesięciolecia bliski jego sercu.

Image Image

Ksiądz proboszcz Zbigniew Zabiszak przedstawił trudną, pełną poświęcenia i ofiary drogę służby Bożej Andrzeja Wernera, który po przyjęciu święceń kapłańskich w 1963 r. pracował na Ziemiach Odzyskanych na Pomorzu w Sławnie i Elblągu a w 1971 r. wyjechał na misje do Afryki do Zambii.

Image

Nawiązał do tego, że starsi parafianie znali go osobiście i w tym miejscu wymienił Edwarda Weynę, długoletniego mieszkańca Sicienka.  Gdy w ciepły i serdeczny sposób proboszcz sicieński wspomniał postać franciszkanina, on w tym czasie ciężko chory leżał w szpitalu w Kanadzie.  Licznie zebrana rodzina O. Andrzeja była wzruszona, gdyż powiadomiony przez ni± ł±czył się duchowo z uroczystością poświęcenia ornatu w sicieńskim kościele.  Ojciec Andrzej jest nam bardzo bliski.  Członkinie Żywego Różańca polecają go Bogu w swej codziennej modlitwie różańcowej, którą tak umiłował nasz Papież Rodak.

Pan Edward Weyna z nutą sentymentu wspomina przyjaźń z franciszkaninem w ich młodzieńczych latach. 
Byliśmy kolegami szkolnymi – mówi starszy pan.  Łączyła nas przyjaźń i wspólne zainteresowania zwi±zane przede wszystkim ze służbą ministrancką w naszym sicieńskim kościele.  Niekiedy były 2 Msze św. a i popołudniami staliśmy przy ołtarzu na Nieszporach, a także na nabożeństwach różańcowych i majowych.  Nasz ukochany kapłan ks. Kazimierz Tabaczyński pełnił posługę duszpasterską aż w trzech kościołach: Kruszynie, Dąbrówce Nowej i w Sicienku.  Często też pełniliśmy służbę ministrancką w tych kościołach, oprócz oczywiście naszego sicieńskiego.  Uczestniczyliśmy też w jasełkach, w przygotowaniach procesji Bożego Ciała,  pomagaliśmy ówczesnemu kościelnemu p. Szymkowiakowi i jego żonie w pracach porządkowych na terenie kościoła.
Ale cóż to dla nas !  Do kościoła biegliśmy jak na skrzydłach, by dać dobry przykład młodym ministrantom, których mieliśmy pod swoją opieką.

Jak wszyscy młodzi chłopcy bardzo zainteresowani byliśmy sportem a zwłaszcza Olimpiadą w Helsinkach w 1952 r.  Słuchaliśmy z Andrzejem z wypiekami na twarzy radia grającego na tzw. Kryształ, gdzie odbiór był fatalny.  Interesował nas szczególnie boks, gdzie Polacy, o ile dobrze pamiętam zdobyli dwa medale.  Jedną rundę przez słuchawki słuchał Andrzej, po czym oddawał mi słuchawki i drugiej rundy słuchałem ja, i tak na przemian.  Odwiedzaliśmy się często w naszych domach rodzinnych.

Nasze drogi rozeszły się w 1954 r.  W tym bowiem roku Andrzej wstąpił do zakonu franciszkańskiego w Niepokalanowie.  Pamiętam doskonale dzień poprzedzający jego wyjazd.  Była niedziela, zaraz po Mszy św. udaliśmy się do domu rodzinnego Andrzeja w Trzemiętowie na uroczystość pożegnaln±, w której uczestniczyli oprócz najbliższej rodziny ks. Kazimierz Tabaczyński i organista Wojtowicz.  Pamiątką tego spotkania jest wspólne zdjęcie, które przechowuję do tej pory w albumie rodzinnym.

Mimo tak wielkiej odległości, jaka nas dzieli, przez całe lata nie zerwaliśmy ze sobą kontaktu.  Podczas każdego urlopu, kiedy
O. Andrzej przebywał w Polsce, zawsze nas odwiedzał.  Podziwialiśmy jego poczucie humoru, optymizm życiowy i wierność czynów z tym, co głosił.  Poznał moj± rodzinę: żonę i dzieci.  Dla mnie jest to postać nietuzinkowa, wzór duchownego, nie patrz±cego na nas zwykłych zjadaczy chleba z wyższością kapłana, ale człowieka bardzo ludzkiego, skromnego i tak mało wymagaj±cego dla siebie,  a przecież wiem, że jego życie jest pełne krzyży i wprost z niezwykłą wytrzymałością znosił je zmagając się ze swymi chorobami.

Image

Poprzez jego wizyty byliśmy  naładowani zawsze dobrą energią.  Wielką radość stanowiły dla nas listy z Afryki, a dokładnie z Zambii, gdzie O. Andrzej przebywał na misjach blisko 20 lat.  W moim posiadaniu jest zdjęcie przesłane przez O. Andrzeja przed wielu laty, na którym papież Paweł VI błogosławi misjonarzy udających się na misje do Afryki.  Wśród nich znajduje się mój przyjaciel z lat młodości.

Image

To były jedne z najpiękniejszych lat mego życia – z nostalgi± w głosie kończy swe wspomnienia pan Edward.  A dzisiaj oboje zmagamy się z różnymi choróbskami, które niestety nie omijają ludzi w jesieni życia.  Na skroni siwe włosy a czoło wydaje się coraz wyższe.  Zdjęcie prawdę ci powie.  A ostatnie zdjęcie pamiątkowe zrobiliśmy z O. Andrzejem na naszej działce w Sicienku w 2002 r.  Obecna na nim moja kuzynka Halina niestety już dwa lata nie żyje.  Jak ten czas leci !  Jak leci !  Najpiękniejszym skarbem zachowanym w sercu człowieka s± wspomnienia, dobre wspomnienia – kończy pan Edward i z zadumą kiwa głow.  Żyje nadzieją, że jeszcze się spotkają i jak  zawsze padną sobie w ramiona.

                                                                  Maria Weyna

Poprawiony: środa, 29 listopada 2006 02:26